Składki ZUS - Aktualne i historyczne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Prowokacje skarbówki

 

18/11/2015

(12/08/2013)

urzad-skarbowy-very-big

Przyglądając się historiom przedsiębiorców przyłapanych przez władze skarbowe na niewydaniu paragonu, można dojść do wniosku, iż działalność urzędników ma na celu nie tylko wyłapanie nieuczciwych firm, ale także wykreowanie tej nieuczciwości tam, gdzie w rzeczywistości jej w ogóle nie ma.

 



Ministerstwo Finansów chwali się, iż podczas przeprowadzonej w 2014 roku akcji "Weź paragon", wystawiono ponad 18 tysięcy mandatów na łączną kwotę 5 mln złotych.

Jak wyglądają szczegóły takich akcji? Urzędnicy kontroli skarbowej mają możliwość bazowania nie tylko na donosach i przyłapywaniu "na gorącym uczynku". Kontrolerzy stosują również, choć nieoficjalnie, prowokacje. Przy spełnieniu określonych zasad, nie było by w tym nic złego, pod warunkiem że akcja taka miała by na celu ujawnienie stosowanych w danym miejscu nieuczciwych praktyk, nie zaś celowe zmuszanie do takich praktyk przedsiębiorców, którzy w normalnych warunkach ich nie stosują. Z tym jednak bywa różnie.

Sławomir Sadocha specjalizujący się w postępowaniach podatkowych wyjaśnia na łamach Rzeczpospolitej: Słyszy się o kontrolujących, którzy stosują coś w rodzaju policyjnej prowokacji  albo   zakupu  kontrolowanego, które to procedury są – co do zasady – niedostępne dla administracji podatkowej. Postępowanie takich kontrolujących zwykle wygląda następująco: do sklepu wchodzą dwie osoby, pierwsza kupuje jakiś drobiazg, kładzie odliczone pieniądze na ladzie i „ucieka" ze sklepu, nie biorąc paragonu z kasy fiskalnej, a niejednokrotnie nawet nie czekając na jego wydrukowanie. Na to tylko czeka druga osoba, która natychmiast wyciąga legitymację i... żadne tłumaczenia sprzedawcy już nie pomogą. Takie postępowanie to nie jest już nawet zakup kontrolowany czy prowokacja. To prawdziwa produkcja winnych.

Taki scenariusz postępowania urzędników skarbowych potwierdza Robert Kierasiński, prowadzący sklep z artykułami papierniczymi i zabawkami w Łodzi. Twierdzi on, że stał się ofiarą prowokacji pracowniczki Urzędu Kontroli Skarbowej. - Ta pani kupiła zeszyt za 1,70 zł - opowiada pan Robert. - Dała pieniądze, wybiłem transakcję na kasie, wydałem resztę i położyłem paragon. Kobieta wzięła zeszyt i pieniądze, paragon został na ladzie. Wyszła, a ja wrzuciłem go do kosza. Wielu klientów nie przywiązuje wagi do paragonu za drobiazgi typu zeszyt, ołówek, balonik. Co innego, gdy kupują rowerek czy dużą zabawkę - sam im przypominam o paragonie, żeby mieli na wypadek reklamacji. Tymczasem ta pani wróciła za parę minut i oświadczyła, że jest urzędnikiem skarbowym, machnęła legitymacją służbową i chciała wystawić mi mandat na 100 zł za to, że nie otrzymała dowodu zakupu. Nie przyjąłem go, gdyż uważam, że na niego nie zasłużyłem - natychmiast wyjąłem dowód z kosza. Kobiecie towarzyszył drugi urzędnik, którego przedtem z nią nie było. Straszyli mnie sądem i wezwali policję.

Podobny scenariusz opisuje pan Tadeusz, właściciel sklepu wielobranżowego: - Do sklepu przyszła kobieta, która przez chwilę przyglądała się towarom. Gdy wszyscy klienci wyszli, poprosiła o zestaw długopisów za 2,50 zł. Nabiłem sprzedaż na kasie i wydałem paragon. Klientka jednak zabrała długopisy, a paragon zostawiła na ladzie. Często się zdarza, że kupujący nie zabierają paragonów. Wyrzuciłem więc wydruk z kasy do kosza - opowiada pan Tadeusz. Dodaje, że po chwili kobieta wróciła, tym razem z dwoma panami. Przedstawili się jako inspektorzy urzędu kontroli skarbowej, pokazali legitymację i zarzucili mu, że nie wydaje paragonów fiskalnych. - Otrzymałem mandat.

Znane są również inne schematy działania urzędników. Jeden z nich wygląda następująco: Sprzedawca jest w trakcie nabijania na kasę dużej ilości produktów dla jednego z klientów. W tym momencie do sklepu wbiega kobieta, której wyraźnie się spieszy. Szybko sięga na półkę po jedną, małą rzecz i pędzi z nim da kasy. Kobieta omija kolejkę i zdesperowana prosi o obsłużenie poza kolejnością ("mam tylko jedną rzecz"). Nie czekając na odpowiedź, rzuca pieniądze na ladę i natychmiast wychodzi ze sklepu. Sprzedawca nie ma nawet czasu na reakcję, nie mówiąc już o wydaniu jakiegokolwiek paragonu, ponieważ jest w trakcie nabijania produktów innemu klientowi. Zanim skończy je nabijać, do sklepu ponownie wchodzi "roztargniona" klientka w asyście panów z legitymacjami skarbówki...

Oficjalnie, prowokacje skarbowe są niedozwolone. Urzędnicy kontroli skarbowej konsekwentnie zaprzeczają stosowaniu takich praktyk, twierdząc, iż nie nakłaniają sprzedawców do popełnienia czynu zabronionego polegającego na niewydaniu paragonu, a jedynie "obserwują przebieg transakcji".

Jak się bronić przed takim postępowaniem urzędników? Teoretycznie, w ciągu 7 dni od daty otrzymania mandatu, mamy możliwość złożenia do sądu wniosku o jego uchylenie. Musimy się jednak liczyć z poświęceniem dodatkowego czasu na "papierkologię" i stawianie się przed sądem. No i najważniejsze... w takim przypadku musimy się liczyć z ryzykiem, ujmując to łagodnie, "rewanżu" ze strony urzędnika, który ma przecież możliwość wszczęcia nawet długotrwałego postępowania kontrolnego. Ale wiemy przecież, co potwierdzi chyba każdy urzędnik, iż mszczenie się na podatnikach jest prawnie niedozwolone i dlatego z całą pewnością nie ma miejsca w naszej środkowo-europejskiej rzeczywistości... 


   
Zobacz również:  Rejestracja firmy za granicą
  Rząd planuje podwyższyć składki ZUS nawet do 3000 zł
  Przywileje emerytalne - Ile to nas kosztuje?
 
Powered by Web Agency
 

Chcesz otrzymywać bieżące informacje na ten temat?

Zamów nasz biuletyn:


Chcesz być na bieżąco

 w tym temacie?

Zamów nasz biuletyn:





Sonda

Czy płacił(a)byś ponad 1000 zł do ZUS, gdyby składki te były dobrowolne?