Składki ZUS - Aktualne i historyczne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Czy stawka VAT wróci do 22% ?

 

11/12/2012

25-procent

Według zapowiedzi ministra Rostowskiego sprzed dwóch lat, podstawowa stawka VAT miała wrócić do poziomu 22% już w 2014 roku. Czy tak się stanie w rzeczywistości?


Do końca 2010 roku podstawowa stawka VAT obowiązująca w Polsce wynosiła 22%. Z początkiem 2011 roku stawka ta została podwyższona do poziomu 23%. Podwyższenie VAT argumentowano wówczas złą sytuacją finansów publicznych i potrzebą "walki z kryzysem". Co ciekawe, na co dzień z ust premiera jak również ministra finansów słyszymy, iż sytuacja finansów publicznych jest dobra a Polska jest "zieloną wyspą". Dla uzasadnienia podwyżki VAT, ci sami politycy używali jednak zupełnie odwrotnej retoryki, przekonując nas o konieczności drenażu naszych kieszeni w imię walki z kryzysem.

W 2011 roku, minister Rostowski złożył publiczną deklarację, iż:

„Sytuacja finansów publicznych jest na tyle dobra, że za 2 lata z pewnością wrócimy do poziomu VAT sprzed podwyżki”.

Przypomnijmy zatem dość ciekawe, naszym zdaniem, zapisy które wprowadzono do znowelizowanej wówczas ustawy o podatku od towarów i usług. Według tych zapisów podwyższona stawka VAT na poziomie 23% rzeczywiście ma obowiązywać przez 3 lata, tj. w okresie 2011-2013. Do ustawy dodany został jednak art. 146f, który powoduje, iż stawka VAT w kolejnych latach równie dobrze może wzrosnąć do 24% a następnie do 25%.

Do ustawy wprowadzono pewien mechanizm automatycznej obniżki/podwyżki stawek VAT, których wysokość zależeć będzie od wysokości długu publicznego Polski. Dokładnie zaś od relacji tego długu do wielkości polskiego PKB.

W przypadku gdy relacja długu do PKB w roku 2012 nie przekroczy granicy 55%, w 2014 roku stawka VAT ma powrócić do poziomu 22%.

W odwrotnym przypadku, tj. gdy relacja długu do PKB w roku 2012 przekroczy próg 55%, stawka VAT nie tylko nie zostanie obniżona, ale ulegnie kolejnej podwyżce do poziomu 24%. I to już od lipca 2013 roku. Za to od 1 lipca 2014 roku stawka VAT ulegnie w takim przypadku kolejnej podwyżce do 25%.

Pytanie o to czy poziom długu publicznego przekroczy magiczną barierę 55%, pozostaje wciąż otwarte. Jak wiemy poziom długu rośnie w zastraszającym tempie. W ciągu ostatnich 5 lat wysokość państwowego długu wzrosła niemal dwukrotnie i jest najwyższa w historii Polski. Z kolei PKB w tym samym czasie wzrosło jedynie o 18%.

Próg ostrożnościowy na poziomie 55% nie został dotychczas przekroczony tylko dlatego, iż w każdym kolejnym roku coraz to nowe pozycje zadłużenia przestają być oficjalnie uwzględniane w procesie liczenia długu państwowego. Minister Finansów, forsując kolejne zmiany w przepisach, ma prawo nie zaliczać do oficjalnego długu coraz to większej ilości pozycji, które w rzeczywistości długiem są. Dość powiedzieć, że na koniec 2011 roku oficjalny wskaźnik dług/PKB podany przez Ministerstwo Finansów wyniósł "zaledwie" 53,5%. I taką oficjalną wersję Polacy otrzymali niejako na uspokojenie nerwów.

Ale w tym samym czasie to samo Ministerstwo Finansów składało obowiązkowe raporty finansowe do instytucji międzynarodowych, takich jak Eurostat czy OECD. Te raporty sporządzane były według standardów międzynarodowych, w których nie ma miejsca na dowolność nieuwzględnienia pewnych pozycji długu.

Według danych opublikowanych przez Eurostat, relacja długu publicznego do PKB w 2011 roku wyniosła w Polsce aż 56,3%. Natomiast według danych OECD ten wskaźnik był jeszcze wyższy i wyniósł dla Polski aż 63,3%. Ministerstwo Finansów podaje więc inne informacje do wiadomości publicznej Polaków, inne zaś do wiadomości opinii międzynarodowej.

Według ministra Rostowskiego zadłużenie Polski wyniosło 815 miliardów zł, natomiast liczone według międzynarodowych standardów OECD - aż 964 miliardy. To oznacza, że minister finansów kreatywnie ukrył przed nami aż 149 miliardów zł polskiego długu. Oczywiście ukrył tylko na papierze, gdyż w rzeczywistości ten dług nie zniknął.

Jeżeli więc mielibyśmy się kierować rzeczywistym zadłużeniem Polski, a nie tym podawanym na potrzeby politycznego marketingu, wzrosłaby na wiele lat nie tylko stawka VAT. Oznaczało by to również przekroczenie wszystkich progów ostrożnościowych. A co to oznacza w praktyce? To oznacza konstytucyjny obowiązek podjęcia określonych działań, w tym m.in.:

  • zamrożenie wynagrodzeń pracowników państwowej sfery budżetowej oraz
  • zamrożenie wydatków wielu instytucji państwowych, takich jak: Kancelaria Sejmu, Kancelaria Senatu czy Kancelaria Prezydenta.

W tym momencie odpowiedź na pytanie, dlaczego tak bardzo zaniżany jest wskaźnik relacji długu do PKB, nasuwa się chyba sama. Któremu urzędnikowi odpowiedzialnemu za liczenie tego wskaźnika miało by zależeć na obniżeniu własnej pensji?

Pozostaje pytanie o to co jest korzystniejsze dla przeciętnego Polaka. Domaganie się dostępu do rzetelnej informacji na temat stanu finansów państwa czy też zaciskanie kciuków za to, aby oficjalny wskaźnik po raz kolejny został "skompresowany" do wygodnej wartości, co pozwala na utrzymanie niższej stawki VAT? Wydaje się, że ministerstwo znalazło idealny mechanizm socjotechniczny, który, jeśli chcemy niższej stawki VAT, ma zachęcić nas do kibicowania kreatywnej sprawozdawczości.

Jaką mamy jednak pewność, że w sytuacji gdy oficjalny wskaźnik dla polskiej opinii publicznej znajdzie się ponownie poniżej progu, minister Rostowski nie zmieni ponownie ustawy o VAT? Drodzy rodacy, sami rozumiecie - kryzys. Wskaźnik może i poniżej progu, miała być niższa stawka, ale teraz zmieniamy ustawę i wprowadzamy wyższą stawkę na stałe. Czy tak nie można? Można. Można tym bardziej, im krótsza jest pamięć ludzi do składanych im obietnic. W naszym własnym interesie powinniśmy je więc pamiętać jak najdłużej.   

Zobacz również:  Rejestracja firmy za granicą

Zmiany w VAT od 2013 roku

Nowe zasady wystawiania faktur VAT od 2013 roku
Powered by Web Agency
 

Chcesz otrzymywać bieżące informacje na ten temat?

Zamów nasz biuletyn:


Chcesz być na bieżąco

 w tym temacie?

Zamów nasz biuletyn:





Sonda

Czy płacił(a)byś ponad 1000 zł do ZUS, gdyby składki te były dobrowolne?