Składki ZUS - Aktualne i historyczne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Metoda kasowa VAT od 2013 roku

 

03/01/2013

vat-2

Od 2013 roku obowiązują "nowe" zasady rozliczania podatku VAT metodą kasową. Jednak ta zmiana może się okazać tylko pozorną. Rząd nie uwzględnił propozycji zgłaszanch przez samych przedsiębiorców i dokonał jedynie kosmetyki dotychczasowych przepisów. Źródło problemów pozostało żywe i będzie nadal pogrążać polskie firmy.


Dokładnie pół roku temu pisaliśmy o masowych bankructwach polskich firm budowlanych, które były podwykonawcami wielkich koncernów budujących m.in. tzw. "sieć polskich autostrad". U podłoża tych bankructw tkwiły wybitnie niesprawiedliwe zasady rozliczania podatku VAT. Zasady te powodowały, iż pomimo braku otrzymania zapłaty za wykonane prace, podwykonawcy zmuszeni byli do zapłaty należnego podatku VAT. Często w kwotach opiewających na miliony złotych.

Przywołując opinie organizacji zrzeszających polskich przedsiębiorców, apelowaliśmy wówczas o wdrożenie zasad, które pozwalałyby na rozliczanie VAT dopiero w momencie opłacenia faktury. Dzięki takiemu rozwiązaniu, wykonawca płaciłby podatek VAT dopiero w momencie otrzymania zapłaty, a świadczeniobiorca mógłby odliczyć VAT dopiero w momencie przekazania pieniędzy wykonawcy.

Już kilka tygodni później, w następstwie tragicznej w skutkach fali bankructw wielu polskich firm, które wywołały medialną burzę, rząd ugiął się pod żądaniami przedsiębiorców i obiecał wprowadzenie tzw. kasowej metody rozliczania podatku VAT.

Wszyscy odetchnęli z ulgą. Od 1 stycznia 2013 r. nowe przepisy weszły w życie. Media odtrąbiły sukces, przekazując Polakom radosną wieść o "kolejnej" poprawie warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Ale czy aby na pewno o takie przepisy chodziło środowisku przedsiębiorców? Pod ogólnym pojęciem "kasowy VAT" może się bowiem kryć wiele różnych i różniących się od siebie zasadniczo, rozwiązań. A diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach.

Tylko mali i tylko na wniosek

Jak się okazuje, nowe przepisy nie wprowadziły kasowej metody rozliczania VAT na zasadzie powszechności.

Z metody tej skorzystać będą mogli opcjonalnie jedynie tzw. mali podatnicy, a więc tylko Ci przedsiębiorcy, których roczne obroty nie przekraczają 1,2 mln EUR. Problem w tym, że takie zasady obowiązywały już od wielu lat. W tym zakresie nic się więc nie zmienia. Opcjonalna metoda kasowa dla małych firm nie jest niczym nowym. Istniała ona już poprzednio.

Jedyną zmianą wprowadzoną nowymi przepisami jest wydłużenie terminu, w jakim mały przedsiębiorca (który zdecydował się na tę metodę) będzie musiał dokonać rozliczenia należnego podatku VAT. Do tej pory (jeśli wybrał metodę kasową) musiał rozliczyć VAT w ciągu 90 dni od wystawienia faktury (nawet jeśli nie otrzymał zapłaty). Obecnie, termin ten został zniesiony i taki przedsiębiorca rozliczy VAT dopiero po otrzymaniu zapłaty za fakturę.

To zniesienie terminu dotyczy jednak tylko dostawy towarów. W przypadku usług, wykonawca i tak będzie musiał odprowadzić VAT od niezapłaconej faktury. W tym przypadku zmiana polega jedynie na wydłużeniu terminu z 90 dni do 180 dni. Ponadto, zniesienie terminu ma zastosowanie jedynie do transakcji dokonywanych z czynnymi podatnikami VAT. Jeżeli więc dokonujemy transakcji z podmiotami, które nie są "vatowcami", VAT zapłacimy w ciągu 180 dni, niezależnie od tego czy faktura została opłacona.

W czym więc problem? Tak jak wspominaliśmy, do 2012 roku mali przedsiębiorcy również mieli możliwość wyboru kasowej metody rozliczeń VAT. Każdy mały przedsiębiorca mógł wybrać czy chce rozliczać się według zasady memoriałowej czy też według metody kasowej. Problem w tym, że taka opcjonalność, i to opcjonalność ograniczona jedynie do małych firm, nie rozwiązywała i nie rozwiąże źródła problemu.

 

Z kasowymi nie współpracujemy

Duży koncern, posiadający silną pozycję negocjacyjną, może przebierać pomiędzy małymi wykonawcami. Utrzymanie dotychczasowych zasad, tj. dobrowolności przejścia na rozliczenia kasowe w podatku VAT, powoduje, iż taki koncern będzie mógł wybierać pomiędzy tymi wykonawcami, którzy rozliczają się memoriałowo, a tymi, którzy rozliczają VAT kasowo.

Których wybierze? Odpowiedź jest oczywista. Działając zgodnie ze swoim interesem, zawsze wybierze tego podwykonawcę, który NIE wybrał metody kasowej i nadal rozlicza się memoriałowo. W takim przypadku bowiem koncern ma możliwość natychmiastowego odliczenia podatku VAT z faktury wystawionej przez wykonawcę. Jeżeli wybrałby wykonawcę rozliczającego się metodą kasową, VAT mógłby odliczyć dopiero po zapłaceniu faktury, a więc często dopiero po wielu miesiącach (jeśli w ogóle). W takiej sytuacji, żadnemu koncernowi nie zależy i nie będzie zależało na wyborze firmy, która rozlicza VAT metodą kasową.

Małe firmy, które mają rzekomy wybór między metodą memoriałową a metodą kasową, doskonale wiedzą o powyższym, w związku z czym, aby zwiększyć swoje szanse w przetargach, nie zaryzykują wyboru metody kasowej.

Mamy więc do czynienia z klasycznym przypadkiem zasady pt. "Co zmienić, aby wszystko pozostało po staremu". Rzeczywiste rozwiązanie problemu mogło by nastapić dopiero wówczas, gdy rozliczenia kasowe w VAT byłyby powszechne i obowiązkowe, a więc dopiero wtedy, gdy wszystkie firmy, bez względu na wielkość (zarówno wszyscy mali wykonawcy, jak i wielkie koncerny) miałyby obowiązek rozliczania VAT metodą kasową. W takiej sytuacji każdy koncern mógłby odliczyć VAT dopiero wówczas, gdy zapłaci wykonawcy, a wykonawca oddawałby VAT państwu dopiero po otrzymaniu zapłaty.

Każda wyrwa w tym systemie i każdy wyjątek od tej zasady oznacza powrót do wszystkich tych problemów, z którymi mieliśmy do czynienia do tej pory i z którymi będziemy borykać się nadal. Dodajmy, że są to problemy, których konsekwencje w całości ponoszą małe, rodzime firmy. Z drugiej strony, są też Ci, którzy odnoszą korzyści z istnienia tych problemów. Są nimi duże koncerny, które, będąc permanentnymi dłużnikami, poprawiają swoje przepływy finansowe odliczając VAT, którego nigdy nie zapłaciły.

I może właśnie o to chodzi? To przecież duzi gracze mają wpływ na politykę. To ich stać na lobbystów, od których zależy kształt polskiego prawa. A gdzie w tym wszystkim są tysiące polskich przedsiębiorstw? Choć to właśnie małe i średnie firmy wytwarzają łącznie 70% polskiego PKB, to w pojedynkę są zbyt słabe by cokolwiek przeforsować w tzw. "wielkiej polityce".

Co innego duże koncerny. Co prawda wytwarzają one zaledwie 30% polskiego PKB, ale ich wielkość przekłada się na siłę. Również tę polityczną. VAT to tylko jeden z przykładów. Wcześniej były wieloletnie zwolnienia z podatku dochodowego dla hipermarketów (a dlaczego nie dla małych sklepów?) i dotacje na inwestycje dla zagranicznych koncernów (a dlaczego nie dla małych polskich firm?). Teraz słyszymy o państwowej pomocy udzielanej bankrutom takim jak LOT czy Fiat. Czy ktoś słyszał o pomocy finansowej udzielanej małym polskim przedsiębiorstwom? Nie? Dlaczego zatem rząd wspaniałomyślnie ratuje 2 tysiące miejsc pracy w dużym zakładzie zagranicznego koncernu a jednocześnie nie kiwnie palcem, gdy w tym samym czasie upada 2 tysiące jednoosobowych firm?  

Zobacz również:  Rejestracja firmy za granicą

Zmiany w VAT od 2013 roku

Nowe zasady wystawiania faktur VAT od 2013 roku
Powered by Web Agency
 

Chcesz otrzymywać bieżące informacje na ten temat?

Zamów nasz biuletyn:


Chcesz być na bieżąco

 w tym temacie?

Zamów nasz biuletyn:





Sonda

Czy płacił(a)byś ponad 1000 zł do ZUS, gdyby składki te były dobrowolne?