Składki ZUS - Aktualne i historyczne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Przywileje emerytalne - Ile to nas kosztuje?

 

21/03/2012

emerytura

W ostatnich dniach, media zostały zdominowane przez dyskusję dotyczącą kwestii podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat. Zdaniem rządu jest to remedium na obecne problemy systemu emerytalnego. Czy rzeczywiście?

 



Ekonomiści spoza głównego nurtu od dawna alarmowali o nadchodzącym armageddonie w systemie ubezpieczeń społecznych. System ten jest bowiem typową piramidą finansową. Funkcjonowanie ZUS oparte jest niemal na tych samych zasadach, na krórych oparty był pierwszy system emerytalny tworzony przez Otto von Bismarcka. System ten zakłada finansowanie bieżących emerytur bieżącymi wpłatami składek. Innymi słowy, osoby pracujące odprowadzają przymusowe składki, które są natychmiast przeznaczane na wypłatę bieżących świadczeń dla emerytów.

System oparty na takim założeniu funkcjonował w miarę sprawnie w XIX wieku i w pierwszej połowie wieku XX. Funkcjonował, ponieważ spełnione było podstawowe założenie, tj. więcej ludzi się rodziło niż umierało. Przed stu laty przeciętna rodzina składała się z dwójki rodziców i co najmniej piątki dzieci. Oznaczało to, że dwie emerytury finansowane są przez co najmniej pięcioro pracujących ludzi odprowadzających składki.

System opierał się na założeniu, że taka dzietność utrzyma się po wsze czasy. Niestety, system zjadł swój własny ogon. W przeszłości, bardzo silną motywacją do posiadania większej ilości dzieci był fakt, iż to właśnie te dzieci miały zapewnić rodzicom utrzymanie na starość. Zasada była prosta: Im więcej dzieci, tym pewniejsza przyszłość. W momencie gdy pojawiły się państwowe emerytury (a więc de facto gdy pieniądze na utrzymanie rodziców przestały płynąć bezpośrednio od dzieci do rodziców, a pojawił się pośrednik transferowy w postaci ZUS), ten czynnik motywujący do posiadania dzieci, zaczął w szybkim tempie tracić na znaczeniu. Skutek możemy dziś obserwować we wszystkich państwach, które wprowadziły bismarckowski system emerytalny. Typowy model rodziny to dzisiaj 2+1, ewentualnie 2+2. Oznacza to, że jedna lub dwie osoby pracujące muszą sfinansować dwie emerytury. Siłą rzeczy, system stał się niewydolny.

Stało się jasne, iż mamy do czynienia z typową piramidą finansową, która działa dopóty, dopóki ilość wpłacających przewyższa liczbę pobierających świadczenia. W momencie gdy strumień wyjściowy staje sie szerszy od strumienia na wejściu, piramida się zawala. Na identycznych zasadach funkcjonowała piramida finansowa Bernarda Madoffa, który za wprowadzenie tych zasad w czyn, został skazany na 150 lat pozbawienia wolności.

Dla pewnej części społeczeństwa schemat opisany powyżej już od dawna był jasny. Niestety, kolejne rządy nie chciały widzieć problemu. Do czasu, gdy system stał się zupełnie niewypłacalny i okazało się, że ciągłość wypłat emerytur wymaga dopłacania do niego wielu miliardów złotych każdego roku. I każdego roku coraz więcej.

Jakie rozwiązania widzi w tym momencie nasz rząd? Rząd widzi dwa rozwiązania:

Pierwszy pomysł powoduje zwiększenie strumienia wejściowego czyli przychodów systemu. Składek jednak nie da się zwiększać w nieskończoność, ponieważ każda grabież ma swoje granice. W pewnym momencie... nie ma już czego zagrabić.

Drugi pomysł gwarantuje dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony wydłużamy czas, w którym ludzie będą pracować, a więc i okres, w którym będą odprowadzać składki do systemu. Zwiększą się zatem przychody ZUS. Z drugiej strony późniejsze przejście na emeryturę oznacza mniej lat spędzonych na emeryturze, a zatem emerytury wypłacane będą przez krótszy czas. Zmniejszą się zatem wydatki ZUS. System na jakiś czas może się zbilansować.

Na jakiś czas... podwyższenie wieku emerytalnego jest bowiem rozwiązaniem krótkotrwałym, gdyż nie rozwiązuje istoty problemu. A jego istotą jest fakt, iż mamy coraz więcej emerytów, a coraz mniej ludzi pracujących. Podwyższenie wieku emerytalnego nie spowoduje wzrostu wskaźnika urodzeń. Rozwiązanie proponowane przez rząd to przysłowiowe "pudrowanie syfu", które ma częściowo tylko odsunąć problem o kilka lat, a nie trwale go rozwiązać. Za kilka lat problem powróci i to ze zdwojoną siłą.

Problem polskiego systemu ubezpieczeń pogłębia fakt, iż mamy w nim beneficjentów równych i równiejszych. Średnia stopa zastąpienia już dzisiaj wynosi niecałe 50%. Oznacza to, że średnia wysokość emerytury jest niższa niż połowa ostatniej pensji. Mówimy tutaj o średniej. Większość emerytur znajduje się jednak poniżej tej średniej. Powyżej średniej znajdują się natomiast emerytury grup uprzywilejowanych. Przedstawiciele tych grup otrzymują ponadprzeciętne emerytury, choć nigdy w życiu nie zapłacili ani złotówki do ZUS lub/i mają prawo przejścia na emeryturę po przepracowaniu 15-25 lat.

Wynagrodzenia pracowników służb mundurowych jak również wynagordzenia sędziów i prokuratorów nie są objęte obowiązkiem odprowadzania składek ZUS. Emerytury są im jednak wypłacane. I to w wysokościach nieosiągalnych dla innych. Marnym pocieszeniem jest fakt, iż emerytury te nie są wypłacane przez ZUS, a przez odpowiednie ministerstwa. Patrząc na całość systemu finansów publicznych, nie ma bowiem znaczenia czy rząd dofinansuje ZUS czy też dofinansuje dane ministerstwo.

A jakie są to koszty w skali całego budżetu? Na wypłatę emerytur dla funkcjonariuszy, MSW przeznacza 6 mld zł rocznie. Emerytury dla wojskowych to wydatek rzędu 5,7 mld zł rocznie. Na emerytury sędziów i prokuratorów przeznacza się rocznie 1,1 mld zł. Łącznie, na emerytury dla uprzywilejowanych grup, budżet państwa przeznacza 37 mld zł rocznie, czyli niemal tyle ile wynosi deficyt budżetowy Polski. Wydatek rzędu 37 mld zł oznacza, że każdy obywatel RP (wliczając noworodki i emerytów) dokłada 1000 zł do przywilejów emerytalnych przysługujących nielicznym. Biorąc pod uwagę fakt, że dzieci i emeryci nie pracują, a przywileje finansowane są jedynie przez ludzi pracujących, to kwotę 1000 zł należałoby pomnożyć przez dwa.  

Przypomnijmy że przychody ZUS od tych grup zawodowych są zerowe. Dla porównania, indywidualny przedsiębiorca w Polsce płaci prawie 1000 zł składek ZUS, niezależnie od tego czy osiągnął jakikolwiek dochód.

Warto również przypomnieć, iż średnia emerytura żołnierza wynosi 2,7 tys. zł, emerytura policjanta to 2,9 tys. zł a emerytura sędziego to 6,5 tys. zł. Przedsiębiorca opłacający każdego miesiąca 1000 zł składek ZUS, dostanie kilkaset zł emerytury.

Nie bez znaczenia jest fakt, iż szeregowy pracownik na etacie czy indywidualny przedsiębiorca musi osiągnąć wymagany wiek emerytalny, podczas gdy policjanci, strażacy i żołnierze przechodzą na emeryturę już po 15 latach, górnicy po 25 latach, a sędziowie mają możliwość skorzystania z emerytur pomostowych po przepracowaniu 25-30 lat.

Jeden ruch w postaci likwidacji przywilejów emerytalnych odciążyłby zatem budżet na kwotę 37 mld złotych, likwidując deficyt budżetowy i konieczność permanentnego dotowania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Posunięcie takie zlikwidowało by jednocześnie ciągłą presję na podwyższanie składek ZUS i wreszcie mogło by zapewnić rodzimemu biznesowi stabilność funkcjonowania. Zamiast tego jednak, serwuje nam się medialny pokaz walki o sprawy drugorzędne, walki o to, jakiego pudru użyć w tym sezonie.

21.03.2012

Źródło danych finansowych

Zobacz również:  Jak uniknąć ZUS?

 

  Rząd planuje podwyższyć składki ZUS nawet do 3000 zł
  Składki ZUS za marzec 2012
  ZUS - przyjazny, nowoczesny, godny zaufania
Powered by Web Agency
 

Chcesz otrzymywać bieżące informacje na ten temat?

Zamów nasz biuletyn:


Chcesz być na bieżąco

 w tym temacie?

Zamów nasz biuletyn:





Sonda

Czy płacił(a)byś ponad 1000 zł do ZUS, gdyby składki te były dobrowolne?