Składki ZUS - Aktualne i historyczne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Protest lekarzy. Czy czeka nas podwyżka składki zdrowotnej?

 

17/10/2017

zus-duzy

Protest lekarzy rezydentów już wkrótce może odbić się na naszych kieszeniach. W środowisku medycznym pojawia się bowiem coraz więcej głosów, zgodnie z którymi rozwiązaniem patowej sytuacji jest drastyczne podwyższenie składki zdrowotnej.

 



Od początku października trwa protest lekarzy rezydentów połączony ze strajkiem głodowym. Lekarze domagają się od rządu m.in. znacznych podwyżek wynagrodzeń i zwiększenia nakładów na publiczną służbę zdrowia.

Obecnie środki budżetowe przeznaczane na finansowanie służby zdrowia stanowią równowartość 4,4% PKB. Protestujący lekarze domagają się zwiększenia tych nakładów do poziomu 6,8% PKB. Spełnienie żądań medyków oznaczałoby zatem wzrost finansowania opieki zdrowotnej aż o 55%.

W aktualnym stanie prawnym, finansowanie służby zdrowia odbywa się głównie za pośrednictwem płaconych przez nas wszystkich składek zdrowotnych. Przy obecnym systemie finansowania, zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną musiałoby zatem prowadzić do podwyższenia składki zdrowotnej. Jednak obecny minister zdrowia zdecydowanie zaprzecza planom podwyższenia składki. W udzielonym niedawno wywiadzie Konstanty Radziwiłł mówił:

"Nie chcemy zwiększać obciążeń obywateli, bo nie ma na to zgody. To jest między innymi przejawem odpowiedzialności, żeby na nowo podzielić publiczne pieniądze tak, żeby więcej ich dedykować na zdrowie. Ale musi to być robione w warunkach odpowiedzialnego patrzenia na całość zadań państwa."


W tym miejscu należałoby przypomnieć o zeszłorocznym projekcie zgłoszonym przez Ministerstwo Zdrowia, zgodnie z którym miało dojść do likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Projekt zakładał, że już od przyszłego roku służba zdrowia miała być finansowana nie ze składek zdrowotnych (które miały zostać zlikwidowane), lecz bezpośrednio z budżetu państwa, a więc m.in. z podatków dochodowych (o planach tych pisaliśmy w tym artykule). Zmiany te miały pozwolić na zwiększenie finansowania służby zdrowia do poziomu 6% PKB, a więc do poziomu zbliżonego do obecnych żądań lekarzy.

Projekt ten zatem idealnie wpisywał się w powyższą wypowiedź ministra zdrowia - nie podwyżka składki zdrowotnej, ale przesunięcia w budżecie miały zapewnić zwiększone finansowanie służby zdrowia. Problem jednak w tym, że prace nad projektem zostały przerwane, a minister zdrowia zapowiedział odsunięcie reformy w czasie (pisaliśmy o tym tutaj).

Wycofanie się ze zmian w sposobie finansowania służby zdrowia zbiegło się w czasie z rozpoczęciem protestów lekarzy. Skoro jednak ministerstwo pozostało przy dotychczasowym sposobie finansowania (tj. za pośrednictwem składki zdrowotnej), a jednocześnie pojawiła się presja na kolosalne zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, to naturalnym stało się, iż wkrótce pojawią się żądania podwyższenia... składki zdrowotnej. I tak w istocie się stało.

Propozycje podwyższenia składki zdrowotnej zaczęli zgłaszać kolejni eksperci związani ze służbą zdrowia. O konieczności podwyżki składki przekonany jest m.in. Marek Balicki, były minister zdrowia w latach 2003-2005. Swoją propozycję zgłosił również Piotr Czauderna, obecny członek prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, aktualnie wymieniany jako potencjalny następca na stanowisku ministra zdrowia. Ten drugi zaproponował zwiększenie składki z obecnych 9% do poziomu... 10,2%. Ustalenie stawki na takim poziomie oznaczałoby w przypadku przedsiębiorców wzrost składki z dotychczasowych 297 zł do kwoty... 337 zł.

Podwyższenie składki zdrowotnej jest oczywiście najprostszym sposobem zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. Ma jednak ten minus, że powoduje automatyczne zmniejszenie zarobków każdego Polaka.

Przypomnijmy, iż na kwotowy wzrost składki zdrowotnej składają się dwa elementy: podstawa składki oraz stawka procentowa. Podstawę oskładkowania stanowi wynagrodzenie brutto (a w przypadku przedsiębiorców - 75% przeciętnego wynagrodzenia publikowanego przez GUS). Podstawa ta zasadniczo rośnie co roku, więc każdego roku wzrasta również kwota płaconej przez nas składki zdrowotnej. Z kolei stawka procentowa jest od wielu lat stała i wynosi obecnie 9% podstawy.

Czy jednak zwiększenie składki zdrowotnej do poziomu 10,2% zatrzymałoby raz uruchomiony proces podwyżek? Skoro zakładamy, że to wzrost składki zdrowotnej ma finansować zwiększone nakłady na służbę zdrowia, a te mają wzrosnąć aż o 55%, to oznacza to, że o tyle samo musi w konsekwencji wzrosnąć składka zdrowotna. W takiej sytuacji procentowy poziom składki nie zatrzymałby się na poziomie 10,2%, leczy musiałby niechybnie dobić do poziomu... 14%. Dla zobrazowania skali takiej podwyżki dodajmy, że osoba prowadząca działalność gospodarczą musiałaby wówczas zapłacić składkę w wysokości aż 462 zł.

Przedłużający się protest i presja płacowa ze strony lekarzy, prędzej czy później wymuszą na rządzie podjęcie określonych działań. A rząd może wykonać jeden z dwóch ruchów: Albo zwiększy składkę zdrowotną, albo powróci do zaniechanego projektu likwidacji tej składki i tym samym przerzuci finansowanie służby zdrowia bezpośrednio na budżet. Pierwsze rozwiązanie oznaczałoby zwiększenie obciążeń fiskalnych narzuconych na obywateli, drugie zaś racjonalizację i przesunięcie wydatków w ramach obecnego budżetu. Miejmy nadzieję, że minister zdrowia podtrzyma swoje zapowiedzi i nie zdecyduje się na sfinansowanie żądań lekarzy za pomocą naszych portfeli.

Zobacz również:  Jak uniknąć składek ZUS?
  ZUS wysyła nowe numery kont
  Podwyżka składki zdrowotnej nie ma uzasadnienia
   
Powered by Web Agency
 

Chcesz otrzymywać bieżące informacje na ten temat?

Zamów nasz biuletyn:



Chcesz być na bieżąco

 w tym temacie?

Zamów nasz biuletyn:




Sonda

Czy płacił(a)byś ponad 1000 zł do ZUS, gdyby składki te były dobrowolne?